piątek, 27 grudnia 2013

Świąteczne bieganie - Ostróda 2013

Tegoroczna zima jest dla nas strasznie łaskawa. Grzechem byłoby nie korzystać z pogody, która jest idealna do biegania. Dlatego też pakując się na święta obowiązkowo zabrałam ze sobą rzeczy do treningu. :)
Jak tylko znalazłam czas w przedświątecznym zamieszaniu, a także w czasie i po świętach wskakiwałam w buty do biegania i w drogę. Ostróda cały czas się zmienia, a biegając mogłam trochę pozwiedzać. 


amfiteatr

wyciąg do jazdy na nartach wodnych
nowa przystań przy wyciągu do jazdy na nartach wodnych

ostródzkie molo

ostródzkie molo



kiedyś były tu koszary teraz są punkty usługowe
stare koszary remontowane pod punkty usługowe
zmieniające się cały czas dawne koszary
 
Takie bieganie daje zupełnie inną radość niż kiedy biegam po Warszawie. Nowe trasy, nowe miejsca. Już żałuję, że jeszcze tylko przez kilka dni będę mogła cieszyć się tym wszystkim. Wiem natomiast, że teraz za każdym razem kiedy będę przyjeżdżać do Ostródy na pewno zabierać będę ze sobą rzeczy do biegania. :)

A jak tam Wasze święta? :)

wtorek, 17 grudnia 2013

Półmaraton Świętych Mikołajów w Toruniu. Moje biegowe "oczko" na zakończenie 2013 roku

Ponoć lepiej późno niż wcale dlatego też mimo, że Półmaraton Mikołajów w Toruniu odbył się 8 grudnia to jakoś do tej pory nie znalazłam chwili, aby podzielić się swoimi emocjami... Już jednak nadrabiam zaległości i spieszę opisać jak było i dlaczego chcę pojechać do Torunia także za rok. :)

W tygodniu poprzedzającym półmaraton "trochę" wiało więc martwiłam się, że w niedzielę podczas startu też nie będzie za przyjemnie. Jednak postanowiłam, że toruńskim półmaratonem zakończę rok 2013 więc jakby nie było i tak twardo miałam zamiar pobiec. Plan był taki, aby wyjechać w sobotę rano, żeby trochę połazić po Toruniu i zrobić sobie taki toruński weekend. Wyjechałyśmy chwilę po 7:00 rano w sobotę. Droga była całkiem znośna, ale że po drodze miałyśmy na trasie zabrać jeszcze dwie osoby to oczywiście udało nam się zabłądzić więc podróż trwała trochę dłużej.


Przygodo nadchodzimy i żadnego wiatru się nie boimy.
Ostatecznie udało nam się dotrzeć do Torunia przed czasem czyli przed godziną kiedy mogłyśmy zameldować się w hotelu. Wykorzystując chwilę poszłyśmy na spacer na toruńską starówkę,którą uwielbiam tak samo zresztą jak cały Toruń. Zobaczcie sami. :)




















Muszę przyznać, że było trochę chłodno i pora wskazywała, że wypadałoby zjeść już jakiś obiad. Wybrałyśmy Gospodę pod modrym fartuchem. Z zewnątrz miejsce wyglądało naprawdę zachęcająco...



Jednak to co spotkało nas potem, mówiąc delikatnie to kompletna porażka... Po pierwsze w karcie grzane piwo. Myślę sobie - super, trochę zmarzłam, takie ciepłe piwko będzie pyszne... Po czym pani owszem przyniosła ciepłe piwo w szklankach. Problem polegał jednak na tym, że było to po prostu podgrzane piwo bez żadnych przypraw czy chociażby soku. Nie do wypicia... Pierwszy sygnał ostrzegawczy, ale pomyślałam, że widocznie nie potrafią robić grzanego piwa, ale jedzenie będzie pyszne...



Och jak bardzo się pomyliłam... Jedzenie było wstrętne... Zdjęcia nie mam bo przykro byłoby pokazywać coś takiego... Z opisem też może się wstrzymam... Ogólnie naprawdę nie polecam, nawet gdybyście przymierali głodem, idźcie już lepiej do McDonalda lub gdziekolwiek indziej. Na pewno będzie o niebo lepiej. Po wyjściu z "tego miejsca" z ciekawości sprawdziłam na Gastronautach jakie są >>>> [KLIK] opinie o tym miejscu. Chyba gorzej trafić nie mogłyśmy...
Wróciłyśmy spacerem po rzeczy do samochodu i poszłyśmy się zameldować w hotelu.









Okazało się, że Kopernik już był gotowy do startu. Numer startowy na piersi, czapka Mikołaja na głowie. Czekał tylko na niedzielny sygnał. ;)
W hotelu trochę odpoczęłyśmy i należało wyruszyć po odbiór pakietu startowego. Nawet jeśli można odebrać pakiet w dniu startu to zawsze wolę odebrać go dzień wcześniej, aby już potem nie stać w kolejkach, nie denerwować się i spokojnie myśleć tylko o biegu.














Toruń by night okazał się równie ładny jak za dnia. Skoro pakiet został odebrany, wieczorem można było się spokojnie zrelaksować w hotelu. Plusem także było to, że start biegu przewidziany był na 11:00 więc mogłam się wyspać, wstać spokojnie, zjeść śniadanie, wymeldować się z hotelu i ruszyć na start.
Na starcie okazało się, że praktycznie nie ma osoby, która nie miałaby na głowie czapki Mikołaja, które były w pakietach startowych. Prawie 4000 biegaczy i lawina czerwonych czapek. To robiło naprawdę duże wrażenie.





















Start trochę się opóźnił, ale i tak było przyjemnie. W tym biegu nie chodziło ani o wyniki, ani o rekordy. Miało być po prostu fajnie. I tak też było do momentu kiedy w ulic Torunia wbiegliśmy w las. Tu zaczęła się moja męczarnia. Był śnieg, było ślisko, a moje buty i ich podeszwy idealnie się ślizgały... Wiadomo jak się biegnie w takich warunkach, nogi strasznie się męczą i cały czas trzeba uważać, aby nie skręcić kostki i nie nabawić się kontuzji. W lesie biegliśmy jakieś 10 km. Mimo, że było super, byłam strasznie zmęczona... Jednak biegacze dopingowali się nawzajem, rozmawiali ze sobą. Nie czułam atmosfery rywalizacji, raczej zabawy i fajnego czasu w gronie osób, które mają podobne zainteresowania. :)
Na mecie organizator zapewniał posiłek, ciepłą herbatę i dla chętnych piwo. Nawet nie byłam świadoma tego, jak bardzo byłam głodna po skończeniu biegu. Pochłonęłam wszystko praktycznie od razu i wtedy też poczułam, że lekko zmarzłam. Całe szczęście w samochodzie z minuty na minutę było coraz cieplej,a droga powrotna również przebiegła bez żadnych problemów.





Tym startem zakończyłam rok 2013.
Powoli pora na nowe plany i postanowienia 2014... :)